kartki z podręcznika

myślę, że seriale medyczne kreują taki obraz medycyny pełnej zagadkowych chorób, skomplikowanej diagnostyki, tajemniczych objawów. w rzeczywistości lekarz, który obrał sobie jakąś działkę – zwłaszcza w miarę wąską – stale styka się z tymi samymi chorobami, z podobnymi pacjentami.

na stażu podyplomowym lubiłam przesiadywać na szpitalnym oddziale ratunkowym albo w zwykłej rejonowej poradni, gdzie ma się kontakt właśnie z takimi powszechnymi, polskimi chorobami – ja dodatkowo miałam staż w zwykłym powiatowym szpitalu, nie na żadnej klinice, więc żadne tajemnicze przypadki godne doktora house’a do nas nie trafiały. diagnostyka nie była żmudna czy długa, bo pacjent najczęściej przypominał kartkę wyrwaną z podręcznika i prezentował objawy opisywane od starożytności, a potwierdzenie wymagało jednego badania obrazowego lub laboratoryjnego.

oczywiście nie można przestawać być czujnym, rutyna może cię zgubić lekarzu, czasem może coś wyglądać jak…, nietypowy obraz… tak, tak – a mimo to tak bardzo zaskakuje jak często obraz schorzenia jest właśnie typowy. klasyczny. do rozpoznania na pierwszy rzut oka.

ludzie łamią sobie na przykład różne części ciała. kości jest tak bardzo dużo, a u różnych osób łamią się ciągle te same. jak ktoś się poślizgnie na chodniku i podeprze ręką to złamie sobie kość promieniową w przedramieniu w charakterystycznym miejscu, jak uderzy zaciśniętą pięścią w ścianę albo czyjąś twarz to pęknie mu jedna konkretna kosteczka w dłoni. może nie mówić nic albo opowiadać jakieś dyrdymały, a i tak jego ciało przez zdjęcie rentgenowskie opowie część historii.

pamiętam, jak uczyłam się o tym na anatomię i krążyły takie pytania, na które trzeba było znać odpowiedź: “jakie jest typowe złamanie przy upadku z podparciem?”, “co to jest złamanie bokserskie?”. potem siedzę na sorze i rzeczywiście! to jest TYPOWE złamanie. jeden, drugi, trzeci, potem już wiadomo gdzie na zdjęciu szukać pęknięcia. okazuje się, że jednak to, czego nauczyli nas na tych studiach to prawda. dziwne. jak szłam na zaliczenie z anatomii to myślałam “oby dostać takie pytanie, bo to proste”. to była zawsze jakaś abstrakcyjna wiedza, ale jak okazało się, że to się sprawdza, to zaczęłam inaczej patrzeć na świat.

 

“mój chłopak se rękę złamał” ktoś mówi. “moja mama była w szpitalu, bo ma kamienie w pęcherzyku”. “gadam z nim i mówię – ej, weź idź do lekarza, bo masz żółte oczy”. “nie będzie jej, bo dostała wyrostek robaczkowy”. i tak dalej. to się przytrafia wszędzie wokoło mnie.

działają też na to wymyślone przez ludzi metody. wyrostek trzeba wyciąć i już. jeden pacjent, drugi, trzeci, moja koleżanka z klasy, twój kolega z pracy, opuszczają po paru dniach oddział chirurgiczny  bez kawałka jelita, z całkowicie odzyskanym zdrowiem. rękę trzeba usztywnić, zagipsować i się zrasta. ranę oczyścić, podać antybiotyk. zatkaną tętnicę w sercu udrożnić. ciśnienie za wysokie lekami obniżyć. poziom cukru, potasu, sodu we krwi – wyrównać. i to pomaga. nie jednemu, nie dwóm. prawie wszystkim. przyszli chorzy, cierpiący, wychodzą naprawieni, bo ktoś kiedyś opisał chorobę, ktoś inny odkrył co ją powoduje, wynalazł lekarstwo i to działa – na dobrego i na złego, smutnego i wesołego przedstawiciela rodzaju ludzkiego. (nie na wszystkie choroby, wiadomo. nie wszystkie leki są też idealne. dlatego szukamy dalej).

i widzicie, dlatego właśnie nie przepadam za medycyną alternatywną. denerwują mnie sprzedawane przez jej przedstawicieli fantastyczne koncepcje działania ciała ludzkiego. dziwne leki na nieistniejące choroby albo nieskuteczne leki na istniejące choroby. dla mnie to nie jest kwestia “może coś w tym jest”, “komuś to pomogło”. wierzę, że istnieje jedna droga do pokonywania chorób – rzetelne badania naukowe.

jednak naoczne potwierdzenie tego, co się oglądało w książkach medycznych jest ważne. może te godziny w szpitalach często się dłużyły i wydawały stratą czasu, ale myślę, że to ważne, żeby napatrzeć się właśnie na te typowe choroby dopadające ludzkość i jak typowe choroby są pokonywane przez standardowe wyposażenie szpitalnej apteki (wcale nie takie rozbudowane) czy stare procedury na sali operacyjnej i żeby sobie uświadomić: tak, to wszystko prawda.

jestem przekonana, że organizm działa właśnie tak, jak się tego nauczyłam na studiach. nie sądzę, żeby ktokolwiek lub cokolwiek mógł zmienić to przekonanie – dlatego, że jest podparte zbyt dużą ilością dowodów, które widziałam na własne oczy.

medycyna konwencjonalna jest tak bardzo niedoskonała, że płakać się chce, ale przynajmniej jest oparta na prawdzie. ma wielu tragicznych przedstawicieli, po wizytach u których wielu pacjentów zwraca się w stronę medycyny alternatywnej, ale to wciąż lepsze niż zwykła nieprawda. choroba to wspólne doświadczenie ludzkości, a słabe punkty nasze ciała mają w tych samych miejscach. wiem, widziałam.