tylko mnie nie diagnozuj!

różnie ludzie reagują na to, że wybrałam taki, a nie inny kierunek medycyny. najczęstszą reakcją, gdy poznaję nową osobę i zdradzam, że jestem na drodze do bycia specjalistą psychiatrą jest coś w stylu “ojej, to musi być ciężkie psychicznie”. oprócz tego spotykam się jeszcze z pytaniem czy się nie boję (nie boję się) i dość częstą obawą – wyrażoną wprost lub żartem – o to, że kogoś zdiagnozuję.

zdjęcie: daria shevtsova na unsplash.com

1. rozumiem trochę co się za tym kryje. sama doświadczyłam w naszym psychologiczno-psychiatrycznym środowisku, gdy ktoś z poczuciem wyższości podczas normalnej rozmowy sprawia wrażenie jakby nagle zrozumiał całą moją psychikę i wszystkie konflikty wewnętrzne i jest to niezwykle nieprzyjemne. nieprzyjemność wynika z tego, że ktoś  wchodzi w rolę, o którą się go nie prosiło. stawia się wyżej, nagle analizuje i ocenia, przestaje być w kontakcie i wyciąga pochopne wnioski. jest to niegrzeczne i uniemożliwia nawiązanie relacji. sprawia, że zaczynam się pilnować. nie bez powodu bowiem spotkanie z psychiatrą czy psychoterapeutą odbywa się w pewnych szczególnych warunkach – gdzie jesteśmy gotowi na intymne zwierzenia i jednocześnie jesteśmy pewni, że one posłużą tylko do tego, żeby nam pomóc.

2. nie można diagnozować kogoś, z kim się jest blisko i jednocześnie nie można być blisko z kimś, kogo się diagnozuje. niewiele różni się zarzut, że się złoszczę, bo doświadczam  przeniesienia czy projekcji od zarzutu, że wkurzam się, bo jestem w ciąży albo mam okres. gdy kogoś lubię, nie zastanawiam się czy ma zaburzenie osobowości, choć pewnie gdyby miał – to bym go nie lubiła.

3. prawdopodobieństwo postawienia poważnej diagnozy psychiatrycznej komuś z otoczenia jest raczej niskie. mało tego – mogę nie mieć pojęcia o tym, że ktoś rzeczywiście został zdiagnozowany i jest właściwie leczony, o ile sam mi tego nie powie. dobre leczenie psychiatryczne prowadzi bowiem do remisji, która mało się różni od zdrowia.

4.  postawienie właściwej diagnozy w dziedzinie, którą się zajmuję to wbrew pozorom nie taka prosta sprawa. ponieważ nie dysponujemy jakimiś magicznymi markerami czy badaniami obrazowymi, które sprawiają, że nagle wszystko jest jasne, często spędzamy trochę czasu na dojściu do sedna problemu. czasem nawet jak ktoś przedstawia bez ściemy cały swój życiorys to i tak robimy wielkie narady i czytamy stare wypisy, żeby wyciągnąć wnioski najbliższe prawdy.

5. specjalizowanie się w psychiatrii nie daje mi z jednej strony żadnych supermocy. nie ma szans, żebym nagle odkryła czy ktoś nie chce ze mną gadać, bo pogardza światem czy dlatego, że jest strasznie wstydliwy. nie poznam czy zdradził żonę pięć lat temu, nie wiem o czym myśli przed zaśnięciem, nie przewidzę czy rzuci jutro pracę.

6. z drugiej strony pewną supermocą jednak dysponuję. praktykując medycynę i oglądając setki chorych tygodniowo, nabiera się pewnej wprawy. w psychiatrii nie jest inaczej – po pewnym czasie przyjmowania pacjentów zwraca się uwagę na szczegóły chodu, wyglądu, charakterystyczne sformułowania, które dużo wcześniej, zanim zbierze się solidny wywiad, nasuwają podejrzenie, o co tu chodzi. i tak jak logopedzi mają czujniejsze ucho do wad wymowy, przedszkolanki czujniejsze oko do nietypowych zachowań dzieci, a mój teść zawsze znajdzie w naszym mieszkaniu jakiś sprzęt wymagający naprawy lub ulepszenia, tak ja podskórnie czuję, że ktoś jest jednak trochę za bardzo agresywny, nieadekwatnie przymilający się, niezdrowo smutny czy zatopiony we własnych myślach.

7. z tym że zdrowie psychiczne to po prostu wariant zdrowia. i tak jak trudno ukryć ciężką chorobę somatyczną albo niepełnosprawność – tak oczywiste problemy psychiczne i głębokie zaburzenia osobowości to coś, co po prostu widać. ja sobie mogę pomyśleć, co komuś dolega, a ktoś inny go zwolni z pracy, nakrzyczy na niego, obrazi się, wystraszy, obgada. także wiedza raczej mi pomaga kogoś zrozumieć niż przeszkadza.

8. chociaż bez wielkiej wiedzy psychologicznej można o kimś powiedzieć parę rzeczy. czy dobrze się z nim rozmawia? czy można na nim polegać? czy czuję się przy nim dobrze czy źle? czy mam ochotę mu się zwierzać? czy wiem, czego się po nim spodziewać? do tego nie potrzebuję domyślać się jakie były jego relacje z rodzicami ani śledzić szczegółowo jego przeszłości.

także bez obaw. prawda o nas nie jest ani tak oczywista ani tak bardzo ukryta.