jak się czujesz?

Jest pewna prawidłowość, którą każda osoba posiadająca dziecko dosyć szybko zauważy, o ile będzie mieć oczy otwarte – że dziecko jest jak papierek lakmusowy naszych własnych emocji. Co niby może być interesujące, ale częściej  niestety bywa gwoździem do trumny.

fot. Noah Silliman, Unsplash.com

Kiedyś udzielałam się na jednym forum, na którym istniał wątek “Wymyślajmy cytaty w stylu Paulo Coelho” i tam ktoś wrzucił wymyśloną przez siebie mądrość, która brzmiała: “Szczęście rodzi szczęście, a nieszczęście – nieszczęście”. Śmiałam się z tego przez kilka dni (używałam tego forum właśnie w takim wieku, kiedy różne rzeczy śmieszyły kilka dni), ale nawet po latach ta bezsensowna sentencja czasem poprawiała mi humor. Dopóki nie okazało się, że tak właśnie jest.

To znaczy: jeśli jestem zrelaksowana i pogodna to spędzam popołudnie ze zrelaksowanym i pogodnym dzieckiem, co sprawia, że jestem jeszcze bardziej pogodna i życie jest przyjemne. Jeśli natomiast jestem zestresowana i napięta – spędzam popołudnie z nieznośnym urwisem, oporującym przy każdej czynności, wykonującym niespodziewane agresywne ruchy i niepotrafiącym się uspokoić.

Uświadomienie sobie tej prawidłowości byłoby pierwszym krokiem do sukcesu, gdyby nie to, że czasem tak trudno zobaczyć swoje własne zestresowanie i napięcie.

Ktoś pyta: jak się czujesz w związku z tą sytuacją? Mój zewnętrzny trzydziestolatek wzrusza ramionami. Wiesz, wiadomo, że to jest wkurzające, ale staram się od tego dystansować. Kiedyś się przejmowałam, teraz już to ignoruje. Mogłabym narzekać, ale po co, skoro i tak tego nie zmienię. Mój zewnętrzny trzydziestolatek czuje się zresztą rzeczywiście całkiem dobrze, wykluczając ten wieczorny niepokój i ściskanie pod żebrami.

Tymczasem mojego dziecka nic nie obchodzą mądrości jej trzydziestoletniej matki, próby dystansowania się i wypierania emocji. Moje dziecko rezonuje z moim wewnętrznym dwulatkiem i wyciąga go na światło dzienne.

Mój wewnętrzny dwulatek natomiast ma ochotę kłaść się na podłodze, rzucać kubeczkiem (nie piję kawy w tym kubeczku przecież!!), wysypać koszyk klocków, zjeść na kolację wiadro lodów, obić bezradnie osobę, którą najbardziej kocha, ale głównie po to, żeby ta osoba przytuliła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze.

Trwa więc jakiś tam beznadziejny dzień, obserwuję swoją córkę rozedrganą od nieprzyjemnych emocji, marudną i nieznośną i wiem, że tak naprawdę dobrą odpowiedzią na pytanie jak się czujesz w związku z tą sytuacją? – jest wskazanie na nią. Że właśnie tak.