czy na medycynie naprawdę jest ciężko?

nie wiem. w pierwszym odruchu odpowiedziałabym, że nie, bo znam dużo osób, które nie uczyły się aż tak dużo, a skończyły te studia bez problemu. czyli może ja byłam nastraszona, przesadzałam, widziałam wszystko w czarnych barwach, bo mieszkałam w ponurym mieście. wygłaszając takie sądy dobrze byłoby oprzeć się na jakichś statystykach – np. liczba godzin, którą przeciętny student medycyny spędza na nauce albo procent osób, które odpadły po drodze. pewnie nie byłyby przytłaczające.

ale to jest blog, a nie doktorat, więc napiszę, co pamiętam. Continue reading „czy na medycynie naprawdę jest ciężko?”

to będzie tekst o jedzeniu i nie tylko

przestałam jeść mięso jakieś trzy-cztery lata temu – nie pamiętam dokładnie. przejście na wegetarianizm – ba! początkowo na weganizm – było spowodowane lekturą książki „nowoczesne zasady odżywiania” t. colina campbella. była to pierwsza książka o odżywianiu jaką przeczytałam, pożyczona od koleżanki – bardzo wciągająca i dająca odpowiedź na wszystkie problemy współczesnego człowieka. wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tego typu książek jest więcej, każda mówi mniej więcej to samo: będziesz szczupły, energiczny i wesoły, a dawane przez nie rady wykluczają się nawzajem.

Continue reading „to będzie tekst o jedzeniu i nie tylko”

moja filozofia macierzyństwa

przynosząc noworodka do domu spodziewałam się słaniania się na nogach ze zmęczenia, noszenia nocami dziecka po mieszkaniu, ciągłego płaczu i takich tam. tymczasem jestem zaskakująco wyspana, nic mnie nie boli, a wszyscy mówią, że moja córka mało płacze i dużo się śmieje. szczerze mówiąc nie jestem pewna, gdzie się mój dzieć plasuje na skali dziecięcego wymagania od rodzica bliskości, chyba nie jest ani przesadnie wymagająca ani turboodkładalna, ale faktem jest, że się dogadujemy.

macierzynstwo Continue reading „moja filozofia macierzyństwa”

moje ciało daje radę

jestem szczęśliwą posiadaczką sprawnego ciała, ale od dzieciństwa nie do końca dobrze się cialosiladogadujemy. po pierwsze – już wspominałam, że nie zawsze robi to, co zamierzam. ja chcę wziąć szklankę, ono je przewraca, chcę odłożyć kubek, ono go rozbija, chcę przejść przez drzwi, ono celuje we framugę. poza tym – nie wygląda tak, jakbym chciała. chcę wyjść na pewną siebie, a ono się garbi i obgryza skórki, chciałabym mieć naturalny look, a tu nagle wszyscy mi mówią, że wyglądam na zmęczoną. nie mówię już o tym, że w ogóle nie wychodzi nam współpraca na polach sportowych, proponowałam mu różne rzeczy, a ono ciągle sztywne i mało zwinne. biega tak, że panowie popijający piwko na ławkach w parku się podśmiewają pod nosem, w ogóle nigdy nie trafia do celu, a męczone treningami crossfitu co dwa dni w ogóle nie robiło postępów.
Continue reading „moje ciało daje radę”

krótka historia mojej religijności

opuszczenie kościoła katolickiego było proste, najprostsze ze wszystkich decyzji, przed którymi ta pierwsza mnie postawiła. po pierwsze, moja rodzina nie jest religijna wcale. po drugie, kościół katolicki ma naprawdę sporo za uszami. po trzecie – tych paru księży czy zacietrzewionych katolików, których spotkałam. po czwarte – niektóre rzeczy, które ciężko mi było ogarnąć umysłem i pogodzić jak dogmat o nieomylności papieża czy to o antykoncepcji czy in vitro. Continue reading „krótka historia mojej religijności”