dzikie dziecko czyli moja filozofia macierzyństwa 2

jakiś czas temu koleżanka widząc moje biegające boso, umorusane dziecko, ufne, odważne, stające na palcach aby sięgnąć po banana, po czym wydłubujące palcem miąższ ze skórki, powiedziała: łał, ona to jest takie dzikie dziecko. mówię to jako komplement.

inne cytaty, które przychodzą mi do głowy, gdy myślę o moich wyborach w procesie wychowania to m.in. ten z filmu ‚okja’, gdy pytają się prostego człowieka, jak udało mu się wyhodować tak wspaniałe zwierzę, o najlepszych parametrach. odpowiada: po prostu pozwalamy jej biegać wolno.

i jeszcze – ostatnio w książce o psychoterapii przeczytałam, że człowiek nie jest w stanie nic zrobić, żeby drugi człowiek się rozwinął. może mu najwyżej ten rozwój umożliwić, może najwyżej tego rozwoju nie tłumić.

i to tyle jeśli chodzi o inspiracje.

Czytaj dalej „dzikie dziecko czyli moja filozofia macierzyństwa 2”

to, co niewidzialne

psychiatria wyróżnia się z innych działek medycyny tym, że zajmuje się sprawami niewidzialnymi. schizofrenia, depresja czy choroba dwubiegunowa to nie pęknięta kość, którą zobaczę na prześwietleniu, nie ropiejąca rana, nie powiększona wątroba czy wysypka na skórze, ale – przy dobrym sprzęcie – jakoś można by je na upartego zobaczyć. Czytaj dalej „to, co niewidzialne”

widmo drugiego dziecka

drugie dziecko pojawi się w naszym życiu prawdopodobnie niedługo. to znaczy nie jest jeszcze zaczęte, jeszcze nie istnieje, funkcjonuje w mojej głowie jako krążące nade mną widmo. jego obecność – poświata sprawia, że wszystko jest tymczasowe. chwilowo wstaję o siódmej, chwilowo współpracuję akurat z tym zespołem, chwilowo płacę niani połowę pensji, mam jakiś ograniczony czas.  Czytaj dalej „widmo drugiego dziecka”

„jak pokochać centra handlowe” – recenzjopodobne refleksje po przeczytaniu

nie wiem dlaczego, w ogóle nie mam do siebie zaufania w kwestii książek. zwłaszcza książek, które mi się podobały. dużo łatwiej jest mi skrytykować jakąś pozycję (odczuwam nawet pewną ulgę, gdy książka mi się nie podoba), niż zachwycać się i polecać. no bo co, jeśli książka mi się podobała, a jest słaba? wyjdzie na to, że ja jestem słaba? trudno mi recenzować, chociaż przez to całe zwolnienie i macierzyński trochę się rozkręciłam z czytaniem i słuchaniem i mogłabym dodać trochę kultury do bloga. ale nie wiem, bo nie jestem pewna. brak mi jakiejś cechy, pewności, którą mają recenzenci.  Czytaj dalej „„jak pokochać centra handlowe” – recenzjopodobne refleksje po przeczytaniu”

urlop macierzyński – blaski i cienie

za oknem leży gruba wartstwa pierwszego śniegu, a ja się coraz bardziej cieszę na powrót do pracy. kupuję sobie nowe ciuchy, które nie są legginsami, zastanawiam się, czy nie zrobić sobie paznokci i rozważam odstawienie dziecka od piersi. dociera do mnie, że cały urok urlopu macierzyńskiego polega na tym, że kiedyś się on kończy. Czytaj dalej „urlop macierzyński – blaski i cienie”