moja filozofia macierzyństwa

przynosząc noworodka do domu spodziewałam się słaniania się na nogach ze zmęczenia, noszenia nocami dziecka po mieszkaniu, ciągłego płaczu i takich tam. tymczasem jestem zaskakująco wyspana, nic mnie nie boli, a wszyscy mówią, że moja córka mało płacze i dużo się śmieje. szczerze mówiąc nie jestem pewna, gdzie się mój dzieć plasuje na skali dziecięcego wymagania od rodzica bliskości, chyba nie jest ani przesadnie wymagająca ani turboodkładalna, ale faktem jest, że się dogadujemy.

macierzynstwo Continue reading „moja filozofia macierzyństwa”

moje ciało daje radę

jestem szczęśliwą posiadaczką sprawnego ciała, ale od dzieciństwa nie do końca dobrze się cialosiladogadujemy. po pierwsze – już wspominałam, że nie zawsze robi to, co zamierzam. ja chcę wziąć szklankę, ono je przewraca, chcę odłożyć kubek, ono go rozbija, chcę przejść przez drzwi, ono celuje we framugę. poza tym – nie wygląda tak, jakbym chciała. chcę wyjść na pewną siebie, a ono się garbi i obgryza skórki, chciałabym mieć naturalny look, a tu nagle wszyscy mi mówią, że wyglądam na zmęczoną. nie mówię już o tym, że w ogóle nie wychodzi nam współpraca na polach sportowych, proponowałam mu różne rzeczy, a ono ciągle sztywne i mało zwinne. biega tak, że panowie popijający piwko na ławkach w parku się podśmiewają pod nosem, w ogóle nigdy nie trafia do celu, a męczone treningami crossfitu co dwa dni w ogóle nie robiło postępów.
Continue reading „moje ciało daje radę”

krótka historia mojej religijności

opuszczenie kościoła katolickiego było proste, najprostsze ze wszystkich decyzji, przed którymi ta pierwsza mnie postawiła. po pierwsze, moja rodzina nie jest religijna wcale. po drugie, kościół katolicki ma naprawdę sporo za uszami. po trzecie – tych paru księży czy zacietrzewionych katolików, których spotkałam. po czwarte – niektóre rzeczy, które ciężko mi było ogarnąć umysłem i pogodzić jak dogmat o nieomylności papieża czy to o antykoncepcji czy in vitro. Continue reading „krótka historia mojej religijności”

szczerze mówiąc 2

szczerze mówiąc, nie rozumiem postulatów tego środowiska pro-choice.

przeczytałam ze sto dyskusji o aborcji, lubię też poczytać jakieś wywiady z ginekologami czy tam listy kobiet, które zrobiły sobie aborcję, żyją i są zadowolone. i nie chodzi o to, że chcę je wysłać do więzienia, co nie. ja po prostu tego nie rozumiem. nie głosowałam na pis, nie jestem katoliczką, żadną prolajfową aktywistką, a „wysokie obcasy” to moja ulubiona gazeta. Continue reading „szczerze mówiąc 2”

posiedzę sobie w strefie komfortu

wydaje mi się, że całe życie nic nie robię innego, tylko wychodzę ze swojej strefy komfortu.

tak mi się wydawało zawsze, że skoro jest miło i wygodnie i robi się coś niesprawiającego trudności, a sprawiającego przyjemność, to jest źle i trzeba to zmienić.komfort

kiedyś dużo sama wyjeżdżałam, bo tak uważałam, że podróże są bardzo fajne i kształcą – teraz mam co do tego pewne wątpliwości. mój kolega, który zaczął w pewnym momencie jeść zupki chińskie i całą kasę przeznaczał na ekstremalne podróże autostopem po świecie, powiedział mi, że jak jechał z obcymi ludźmi w aucie gdzieś tam, chyba w indiach – to czuł, że odkrywa siebie patrząc na drogę przed sobą i jakieś świetne widoki ileśtam metrów nad poziomem morza. Continue reading „posiedzę sobie w strefie komfortu”