jak zostałam lekarzem

jak zostałam lekarzem? 

mogłabym w sumie napisać, że zawsze chciałam pomagać ludziom itd, co po części może jest prawdą, ale bardziej to było tak, że jak się jest takim dobrym uczniem od podstawówki, wygrywa się różne konkursy to medycyna to są takie jakby najlepsze studia, na jakie można pójść. jeszcze na biol-chemie w liceum to już w ogóle, dosłownie cała klasa podnosiła rękę jak nauczyciel pytał kto chce na medycynę. tak się złożyło, że ja byłam w takiej klasowej super-piątce ludzi, którzy rzeczywiście się na te studia dostali. na mój wybór profesji miały też niewątpliwie wpływ takie superprodukcje jak „ostry dyżur”, „chirurdzy” oraz oczywiście „na dobre i na złe”. we wszystkich tych serialach lekarki były piękne, szczupłe i zakochiwali się w nich najlepsi faceci.

studia

sześć lat na uczelni medycznej to była dla mnie po prostu katorga, męczarnia i jakby ktoś się mnie zapytał czy poszłabym jeszcze raz na te studia to poważnie bym się zastanowiła. w polskiej medycynie wszystko jest złe, począwszy od nauczania. wielokrotnie wspominałam wspaniałe czasy liceum, kiedy materiał był znany, pytania na sprawdzianie były na temat, a o gnębiącym nauczycielu można było pogadać z rzecznikiem praw ucznia. na studiach – rażąca niesprawiedliwość niemal na każdym kroku, niedbałe (lub w ogóle się nieodbywające) zajęcia, pytania na testach nie wiadomo skąd, powtarzanie pięćset razy tych samych prezentacji, z drugiej strony nieporuszanie ważnych zagadnień… długo by wymieniać. prawda jest jednak taka, że skończyliśmy te studia niedouczeni i zupełnie nieprzygotowani do pracy. i nie dlatego, że się nam nie chciało – uwierzcie, że na medycynie znajduje się kumulacja wszystkich najlepszych uczniów z liceów całej polski, którzy by siedzieli po szpitalach po nocach gdyby ktoś się nimi zajął. dlatego, że medycyny nie da nauczyć się z książek – to jest coś, co trzeba zobaczyć, dotknąć, wybadać… to jest coś, czego starszy lekarz uczy młodszego, coś jak szewc czy zegarmistrz. nie wiem jak inni, ale ja przez swoje 6 lat nie natrafiłam na nikogo, kto chciałby mnie czegokolwiek nauczyć.

teraz

wobec powyższego, żeby jakoś przetrwać, zajęłam się innymi sprawami – zaczęłam się umawiać z kolegą z roku, potem wzięłam z nim ślub, a większość zajęć na studiach po prostu przespałam, co pozwoliło mi zachować jeszcze resztki rozsądku, mimo że mój nawyk stał się żartem wśród towarzyszy z roku. wiem, że raz czy dwa ktoś mi zrobił zdjęcie ajfonem i było to powodem żartów na mój temat. niemniej, ucząc się do egzaminu kończącego studia trafiłam w książkach medycznych na fragmenty, które czytałam z wypiekami na twarzy, a pomiędzy jednym a drugim nudnym dniem na stażu podyplomowym zdarzyły się takie chwile, że zostawałam w szpitalu do wieczora, nie czując głodu ani zmęczenia. zdarzyły się chwile, które opowiadałam potem wszystkim znajomym i rodzinie i wszyscy przysłuchiwali się z szeroko otwartymi oczami. i wtedy zrozumiałam, że MEDYCYNA JEST STRASZNIE CIEKAWA. sześć lat takich nudów i zabijania mnie za pomocą powerpointa, sześć lat przesiadywania w szpitalnych kawiarniach, bo lekarz prowadzący zajęcia nie miał czasu dla studentów i naprawdę ZAPOMNIAŁAM, że podstawą wszystkich „chirurgów”, „lekarzy” i „doktorów house’ów” jest to, że w szpitalach dzieją się pasjonujące rzeczy! może ten blog pomoże mi to odkrywać od nowa.

Advertisements

Autor: basia

lekarka po macierzyńskim

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s