widzieliście kiedyś noworodka?

NOWORODEKpytam, bo to niezwykły widok, do którego ciężko jest się przyzwyczaić. niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę mało osób ma okazję zobaczyć jaki naprawdę jest noworodek – nawet kiedy ma się swoje dziecko, widzi się je w takim stanie przez miesiąc, później ono rośnie i jego obraz z pierwszych dni życia jest zalany całą lawiną kolejnych obrazków. moja koleżanka ma paromiesięcznego syna, który już siedzi i ma zęba i powiedziała mi niedawno: ciężko mi uwierzyć, że on mieścił się na przedramieniu.

główną cechą noworodków jest to, że są małe. patrząc na nie ma się ochotę wykrzyknąć: jaki mały! zazwyczaj mierzą ok. 50 cm, ale z przykurczonymi nóżkami zajmują mniej niż długość przedramienia. popatrz na swoje przedramię i pomyśl, że można położyć na nim stworzenie i to jest człowiek! taki mały człowieczek.

oddział noworodkowy w szpitalu jest zapełniony takimi stworzeniami, w jednym pomieszczeniu może znajdować się na przykład dwadzieścioro noworodków, każdy ma od jednego do pięciu dni życia. jak stoję w takim miejscu – a mam taki przywilej, myślę, że jest to po prostu bardzo niezwykłe, w znaczeniu: niezwyczajne, coś czego się zwykle nie doświadcza. tak naprawdę mogłabym się godzinami na nie patrzeć i być cały czas zdumiona, że każdy z nich ma pięć palców u każdej kończyny, każdy z nich ma wszystkie kończyny, a jak przyłoży się słuchawkę do piersi (słuchawkę, która zajmuje niemal całą klatkę piersiową!) słyszy się u każdego równomierny szmer oddechowy i szybko bijące serce. odrywając się trochę od instynktów macierzyńskich, patrzę przez chwilę na te dzieci jak na takie bardzo skomplikowane i dobrze działające maszyny – właśnie, leży ich dwadzieścioro i wszystkie dobrze działają. oddział noworodkowy sprawia wrażenie jakiejś hali produkcyjnej, z położnymi wkładającymi te dzieci jedną ręką pod zlew i zawijającymi je w identyczne rożki jedno po drugim. i takie pytanie, które wyświetla mi się na czerwono w głowie brzmi: SKĄD ONE SIĘ WZIĘŁY? CO ONE TU ROBIĄ? ALE JAK TO JEST MOŻLIWE? ALE JAK TO…

rozumiem, że jacyś ludzie musieli uprawiać seks parę miesięcy wcześniej, ale wciąż wydaje mi się to dość abstrakcyjne – tak naprawdę takie dziecko to po prosu coś z niczego. nagle pojawiają się w tym szpitalu, zostają tam 3 do 5 dni i po paru miesiącach, latach, gdzieś gubi się, że ta OSOBA była kiedyś jednym z 20 rożków zawijanych przez położną.

wracam do domu i oglądam seriale, które zdają się przekazywać, że sensem życia jest znalezienie absorbującej i znaczącej pracy, picie kawy rano i alkoholu wieczorem, a to niech będzie przeplatane różnymi romantycznymi przygodami. powiem to wam (oglądając noworodki) i noworodkom (oglądając was), że życie jest naprawdę większe niż to.

Reklamy

Autor: basia

lekarka po macierzyńskim

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s