jak wybrać specjalizację?

kiedyś jeden chirurg opowiadał mi, jak na praktykach po pierwszym roku umył podłogę w sali operacyjnej i za to mógł postać później przy zabiegu. ta sytuacja, zapach, atmosfera zrobiły na nim takie wrażenie, że potem nie chciał już robić nic innego.

tak w skrócie moim zdaniem powinno się wybierać specjalizację.

specka

wydaje mi się, że paru moich kolegów źle sobie wybrało kierunek po studiach, bo kierowali się nie tym, czym powinni. czy specjalizacja jest dochodowa. czy się dostanę. czy będę mieć czas na coś innego. czy mamie się to spodoba.

według mnie, podstawowe pytanie powinno brzmieć: czy mam szansę być w tym dobry. a dobrym można być przede wszystkim jak się to czuje i kocha. wszystko inne da się poukładać: poczekać, poszukać innego miejsca, zawalczyć o swoją pozycję czy pensję.

ja miałam kiedyś taki pomysł, żeby zostać ginekologiem. potem stałam na hakach na operacji wycięcia torbieli czekoladowej z jajnika i zemdlałam. tym samym skreśliłam z listy wszystkie specjalizacje zabiegowe, bo zdałam sobie sprawę, że ja po prostu fatalnie czuję się na sali operacyjnej. maseczka i sterylny strój przyprawiają mnie o dreszcze, czuję się zamknięta i uwięziona, a ludzkie wnętrzności w jaskrawym świetle lampy to nie do końca to, co chcę oglądać na co dzień.

miałam też pomysł, żeby zostać pediatrą, a później zorientowałam się, że mi się pomyliło – po prostu chciałam mieć swoje dziecko, a nie pracować z dziećmi. rozważałam też bycie lekarzem rodzinnym, a przez bardzo krótką chwilę miałam desperacko masochistyczny pomysł zostania internistką, ale wiązało się to raczej z tym, że nie byłam w ciąży choć bardzo chciałam być i poświęcenie się pracy i uczeniu się szczeklika (to taka bardzo gruba książka do interny) wydało mi się niezłym pomysłem na resztę mojego bezdzietnego życia. (ostatecznie dotarło do mnie, że jeśli nie mam dziecka w wieku 26 lat to jeszcze może, hm, nie wszystko stracone ;))

w każdym razie, powyższe propozycje podobały się większości ludzi, z którymi rozmawiałam, a ludzie ci nie mają zbyt wiele wspólnego z medycyną i dlatego nie wiedzieli co doradzają.

no i ostatecznie, na jakimś etapie stażu podyplomowego zasiadłam w dyżurce psychiatrycznej i poczułam, że mogłabym zakumplować się z większością osób, które tam oprócz mnie przebywały. na korytarzach oddziału psychiatrycznego czułam się od początku dobrze i na miejscu, pacjenci mnie lubili i budzili we mnie same dobre uczucia. wracałam do domu wesoła, a codziennie rano sobie myślałam: czy u pana x już zaświeci dziś słońce, czy pani y wróci do rzeczywistości. w kontakcie z pacjentem psychiatrycznym mogłam uruchomić swoje naturalne talenty do wyczuwania czyichś emocji i dać się rozwinąć humanistycznej stronie mojej natury. bez kitu, prawie nikt tego nie rozumiał.

ale nic, skończyłam staż, złożyłam papiery na psychiatrię i to był dobry ruch.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s