czasem sobie myślę, że macierzyństwo jest grą

GRAjak mi jest już na serio ciężko poradzić sobie z rzeczywistością, to wyobrażam sobie, że macierzyństwo jest grą. na razie ustaliłam sobie, że ta gra kończy się wraz z końcem urlopu macierzyńskiego, czyli wtedy, kiedy całkiem na poważnie zaczyna się dzielić opiekę nad maluchem z kim innym (żłobek, niania). ale może być też tak, że to nie koniec tylko jakiś wyższy level – o tym pomyślę kiedy indziej.

gra się dwoma postaciami – postać matki można rozbudowywać dodając różne skille; postać dziecka jest przydzielana losowo i nie można jej zmienić. dziecko ma punkty życia, matka ma punkty poczytalności. celem gry jest dobrnięcie przynajmniej do momentu, kiedy dziecko już tak łatwo się nie zabije, a matka tak łatwo nie oszaleje z jakąś tam dopuszczalną pulą jednych i drugich punktów.

w grze są różne zdarzenia losowe, np. dziecko spada z łóżka (traci jeden punkt życia, matka jeden punkt poczytalności), dziecko idzie do szpitala (dziecko odzyskuje punkt życia, matka traci punkt poczytalności), mąż bierze dziecko na spacer (punkty życia dziecka – miejmy nadzieję – pozostają bez zmian, matka odzyskuje punkt poczytalności) itp. na planszy byłyby różne miejsca, gdzie można by poczytalność odzyskiwać w zamian za utratę kolejki np. spa, biblioteka, weekend u rodziców (którzy, w domyśle, wezmą dziecko). w grze można też zbierać przyjaciół – każdy przyjaciel spowalnia utratę punktów poczytalności. z kolei dziecko można zaszczepić, karmić piersią, mądrze rozszerzać dietę, kupić jakieś zabezpieczenia – i to będzie spowalniać utratę jego punktów życia. co jest ważne, bo każda utrata punktu życia dziecka równa się utrata jednego punktu poczytalności.

trzeba by też wprowadzić coś takiego jak ocena stylu, bo do ostatecznego celu można dojść siedząc w poplamionym dresie przed telewizorem, ale można też wyglądać jak miss polonia, codziennie spacerować osiem kilometrów i jeszcze dbać o środowisko. ale uwaga! styl nie ma wpływu na ostateczny wynik rozgrywki, a przesadne skupienie się na nim może skończyć się uszczerbkiem na punktach poczytalności.

no i jak tak na to spojrzeć  to nawet sobie z bogusią radzimy. w tej chwili ja piszę ten tekst i to poprawia mi humor, a ona bawi się metrem krawieckim na łóżku, koło mojej nogi. bo oczywiście zdarza mi się myśleć, że się do tego nie nadaję i że fatalnie mi to wszystko idzie – ale zazwyczaj trzeba by było po prostu odjąć mi parę punktów za styl. poczytalność i punkty życia mojego dziecka utrzymują się na przyzwoitym poziomie.

(mój mąż mówi, że naprawdę jest taka gra komputerowa, w której jeden gracz gra niemowlakiem, który próbuje się zabić, a drugi rodzicem, który ma do tego nie dopuścić. nazywa się who’s your daddy).

 

Advertisements

Autor: basia

lekarka po macierzyńskim

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s