moje ciało daje radę

jestem szczęśliwą posiadaczką sprawnego ciała, ale od dzieciństwa nie do końca dobrze się cialosiladogadujemy. po pierwsze – już wspominałam, że nie zawsze robi to, co zamierzam. ja chcę wziąć szklankę, ono je przewraca, chcę odłożyć kubek, ono go rozbija, chcę przejść przez drzwi, ono celuje we framugę. poza tym – nie wygląda tak, jakbym chciała. chcę wyjść na pewną siebie, a ono się garbi i obgryza skórki, chciałabym mieć naturalny look, a tu nagle wszyscy mi mówią, że wyglądam na zmęczoną. nie mówię już o tym, że w ogóle nie wychodzi nam współpraca na polach sportowych, proponowałam mu różne rzeczy, a ono ciągle sztywne i mało zwinne. biega tak, że panowie popijający piwko na ławkach w parku się podśmiewają pod nosem, w ogóle nigdy nie trafia do celu, a męczone treningami crossfitu co dwa dni w ogóle nie robiło postępów.

no, a najgorsze ze wszystkiego, że ciągle waży za dużo. chciałam napisać ile, ale palce same wstukują o 3 kg mniejszą liczbę. to był zresztą powód mojego pierwszego wielkiego odchudzania ciała – pomyślałam, że jak będę potrzebowała operacji i anestezjolog zapyta się, ile ważę to po prostu podam mu mniejszą wartość, bo prawda nie przejdzie mi przez gardło. wizja bycia nie do końca znieczulonym do operacji tak mnie przeraziła, że postanowiłam osiągnąć wartość, którą będę już mogła powiedzieć w razie czego. wtedy wyznaczyłam sobie granicę, której ciało ma nie przekraczać, nie jest to jakaś przesadnie niska wartość – to nawet mogę napisać: wynosi osiemdziesiąt kilogramów i od tamtej pory ciało się słucha. jak się zbliżało niebezpiecznie do tej granicy to było zmuszane na przykład do przestrzegania rygorystycznej diety od dietetyczki i musiało jakoś funkcjonować jedząc sałatkę z selera na śniadanie i po tym doświadczeniu (tak naprawdę okropnym dla nas obu) już trzymamy się od tej wartości na bezpieczną odległość.

jednak ciało mnie zaskoczyło. z dwóch komórek wyprodukowało, bez żadnego wsparcia – inne ciało, a w zasadzie ciałko, które może teraz użytkować ktoś inny. karmi ciałko, nosi je, i choć od prawie dziewięciu miesięcy nie przespało żadnej nocy w pełni – odbywa się to bez strat do mojego samopoczucia. teraz myślę, że ma też inne zalety. lubi na przykład spacerować i może nieść małe ciałko nawet osiem czy dziesięć kilometrów. umie zagrać w sztuce, sięgnąć po coś, co jest wysoko, nauczyć się melodii, wystukiwać szybko literki na klawiaturze.

stąd przyszedł mi do głowy niezwykły, nowatorski pomysł: a gdyby tak… przestać walczyć z ciałem? wtłaczać je w ramy oczekiwań? słuchać czego potrzebuje i dawać mu to? przestać stosować system nagród i kar? zaradzać jego bolączkom? dawać mu to, co nalepsze?

po prostu spróbujemy się dogadać. nie chce wylewać potów w boxie crossfitowym, to nie będzie. chce spać, to chodźmy spać. lubi spacerować po lesie to niech spaceruje ile chce. nie będę mu dawać czegoś, co ma w składzie sam tłuszcz palmowy z syropem glukozowo-fruktozowym nie dlatego, że go nie lubię i chcę, żeby się zmieniło – tylko dlatego, że je lubię i wiem, że to nie jest dla niego dobre. niech je rzeczy pełne witamin i minerałów, niech śpiewa skoro lubi, niech przytula ciałko i inne ciało.

jeszcze przez chwilę potrzebujemy siebie nawzajem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s