moja filozofia macierzyństwa

przynosząc noworodka do domu spodziewałam się słaniania się na nogach ze zmęczenia, noszenia nocami dziecka po mieszkaniu, ciągłego płaczu i takich tam. tymczasem jestem zaskakująco wyspana, nic mnie nie boli, a wszyscy mówią, że moja córka mało płacze i dużo się śmieje. szczerze mówiąc nie jestem pewna, gdzie się mój dzieć plasuje na skali dziecięcego wymagania od rodzica bliskości, chyba nie jest ani przesadnie wymagająca ani turboodkładalna, ale faktem jest, że się dogadujemy.

macierzynstwo

przede wszystkim uważam, że moje dziecko jest osobnym człowiekiem, a nie jakąś maszyną, do której trzeba przeczytać instrukcję. nie przeczytałam zbyt wielu książek o macierzyństwie czy rozwoju niemowlęcia. jestem alergiczna na stwierdzenia w stylu „tak trzeba”, „tak się robi”, „dziecko powinno”. zawsze wydaje mi się, że moja córka jest jakaś nad wiek rozwinięta i jestem zaskoczona każdą jej nową umiejętnością, głównie dlatego, że nie patrzę się w tabelki. nie wiem dokładnie, ile waży, ile zjada, co ile ją przystawiam do piersi, ile przesypia. nie liczę, nie mierzę.

ponieważ uważam, że nasza relacja jest wyjątkowa to robię tak, żeby mi i jej było wygodnie. był taki moment w szpitalu, kiedy ona leżała w inkubatorze, a ja bałam się, czy uda mi się ją karmić naturalnie. stoczyłam walkę z personelem i własnym zmęczeniem, bardzo mi na tym zależało, ale przed oczami miałam nie „dawanie dziecku tego, co najlepsze” tylko wyparzanie butelek, grubą kasę wydawaną na mleko modyfikowane, zabieranie zawsze całego ekwipunku przy wychodzeniu z domu, trudniejszy powrót do formy po ciąży. karmię piersią, właśnie dlatego – żeby nam obu było wygodniej. dlatego też śpimy razem, ona je to, co ja czy wiążę ją w chustę. z tego samego powodu nie miałam żadnych oporów, żeby stosować smoczek. używam też jednorazowych pieluch, bo przy pierwszym dziecku nie chciałam stawiać sobie zbyt wysokich wymagań, ale może spróbuję wielorazówek przy kolejnych pociechach.

kiedy zdarzają się różne trudności, szukam rozwiązania od razu. ufam tylko rzetelnym źródłom. nie słucham dobrych rad, bo macierzyństwo obrosło przez lata tyloma mitami, że nawet jeśli ktoś naprawdę chce dobrze, to i tak często powiela nieprawdziwe informacje. także już w szpitalu wiedziałam, że butelka ze sztucznym mlekiem utrudni mi karmienie, że mogę jeść wszystko, że moje dziecko po szóstym miesiącu też z grubsza zje wszystko, że nie każde przesuszenie na delikatnej skórze to skaza białkowa i że nie ma czegoś takiego jak przyzwyczajenie do noszenia. oprócz tego obserwuję inne mamy, zerkam co jest u nich skuteczne. jeszcze przed ciążą zauważyłam, że dzieciaki w chustach są spokojne, a zbyt wielu rodziców w parku niesie płaczące dziecko w jednej ręce, pchając wózek drugą. swoją chustę kupiłam jeszcze w ciąży. przeczytałam „wychowanie bez nagród i kar” alfiego kohna, bo zaobserwowałam, że kary nie działają i zainteresował mnie ten temat. dość szybko poczytałam o idei czwartego trymestru i od maleńkości wciskałam bobasa w woombie i usypiałam przy dźwiękach suszarki z youtube’a.

jednocześnie jestem świadoma, że odzwyczajanie dziecka od niektórych rzeczy może być dramatyczne, dlatego czujnie czekam na dobre momenty na bezbolesne pozbywanie się jej ulubionych gadżetów. tak z dnia na dzień przestał być potrzebny śpiworek do zasypiania, tak jednego dnia, tak o, po prostu, zrezygnowałyśmy ze smoczka, tak po mału odzwyczajamy się od pieluch i tak wierzę, że uda się bezboleśnie i naturalnie pewnego dnia przestać karmić piersią.

myślę, że udało mi się uniknąć wielu pułapek, które zastawiają na matki społeczeństwo i media. nie jestem laktoterrorystką, nie zaczytuje się w fachowej literaturze, nie jestem do końca eko, fanatycznie nie wyznaję idei rodzicielstwa bliskości. nie przeżywam żadnej traumy pt. „moje ciało po ciąży”, porządek w domu, delikatnie mówiąc, nie jest moim priorytetem. nie boję się dawać bogusi owoców w całości, niezbyt się przejmuję jak się bawi śmieciami z podłogi. uważam, że nikt tak się dobrze nie zajmuje dziećmi jak inne dzieci i nastolatki, które nie mają jeszcze w sobie mnóstwa tych lęków, że zakrztusi się, spadnie, brzuszek ją będzie bolał. dlatego bez oporów daję ją ponosić chichoczącym nastolatkom, chętnie patrzę jak zabawiają ją i głaszczą po głowie kilkuletnie dzieci.

są dwie kwestie, w których jestem niestety jednak trochę świrnięta i nie jest to mój wybór tylko wynik przemielonych latami przez mój mózg rozmaitych informacji i doświadczeń.pierwsza to choroby mojego dziecka.co jej temperatura wzrasta powyżej 37,5 zastanawiam się czy już wzywać karetkę czy lepiej samemu pojechać do szpitala. oka nie mogę zmrużyć, dopatruję się objawów neuroinfekcji, jak moja córka miała kontakt z ospą to nerwowo spoglądałam na kalendarz, ile jeszcze do wyklucia się choróbska. raz pojechałam do szpitala bez potrzeby i zostałam trzy dni na obserwacji (byłam potem na siebie strasznie zła). za każdym razem obiecuję sobie, że następnym razem będę spokojniejsza, ale te nagłówki „nie poprosiła o pomoc na czas i dziecko ZMARŁO” „pycha zgubiła matkę-lekarkę” itp. pojawiające się w mojej głowie jednak zawsze podnoszą poziom stresu.

druga rzecz – ja jej w ogóle nie zostawiam. wolę jak jest w zasięgu wzroku. raz czy dwa ktoś z nią wyszedł na spacer, raz mój mąż z nią został jak poszłam na warsztaty kulinarne. ale generalnie nie umiem jej zostawić, ciągle sprawdzam czy wszystko ok, nie mam jakiejś potrzeby podrzucenia jej dziadkom i pójścia do kina czy coś. a na przykład zostawienie jej piętro wyżej z elektroniczną nianią to już dla mnie kompletna abstrakcja. nie jestem z tego dumna, wiem że kobiety czasem odpoczywają od dzieci, ale ja – przynajmniej przy tej pierwszej – nie potrafię.

no, ale poza tymi dwoma rzeczami, nad którymi trzeba pracować to macierzyńska droga, którą kroczę to droga, z której jestem zadowolona. nie wstydzę się swoich wyborów. nie dam sobie w kaszę dmuchać jakimś fanatycznym zwolennikom którejś opcji. wiem, co robię i dlaczego to robię. polecam osiągnięcie takiego stanu każdej mamie.

 

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “moja filozofia macierzyństwa

  1. Że zdecydowaną większością tego, co przeczytalam zgadzam się 🙂 a że też jestem matką-lekarką to wizja neuroinfekcji wisi mi nad głową jak tylko temperatura wzrośnie nieznacznie nawet. Niestety jest trochę tak, że od nas wymaga się rozwagi, ale cienka jest linia do pychy, która, tak jak napisałaś o tych nagłówkach, może doprowadzić do przeoczenia. No i ta presja, że jeśli lekarka to jej dziecko nie będzie miało problemów ze zdrowiem…
    Dobrze powiedziała mi jedna z położnych – jeśli matka, to nie lekarka, bo matka czuje, a lekarz myśli i pracuje.
    Pozdrawiam gorąco z 4 miesiąca urlopu macierzyńskiego 🙂

  2. Tej pewności siebie, że to co robię przy dziecku, jest dobre i właściwe, mi zabrakło. Po szkole rodzenia byłam dobrze przygotowana do porodu, ale kompletnie nieprzygotowana do komplikacji od samego początku. Problemy z przystawianiem, nasilona żółtaczka, któtkie wędzidełko. Po drodze szpitale z surowymi pielęgniarkami (np.strasznie pilnującymi restrykcyjnej diety mam karmiących), lekarki straszące mnie rozwodem, jeśli się nie uspokoję, doradczynie laktacyjne, z których jedna stwierdziła, że mi się przywidziało, że miałam kryzys laktacyjny, a kolejna tydzień poźniej krzyczała na mnie, że głodzę dziecko i że jestem histeryczką… I to wszystko w dwóch pierwszych miesiącach macierzyństwa, co kompletnie zahwiało moją pewnością siebie jako mamy i doprowadziło do depresji poporodowej i niestety utraty mleka 😦 Tak że zawsze dobrze, jak jest dobrze. Przy komplikacjach wychodzi, jak ktoś ma silną psychikę i pewność siebie. Cieszę się, że nie każdy ze swoim dzieckiem przechodzi taką gehennę jak my.

    1. tak mi przykro, że w Polsce jest taka dezinformacja :/ początki macierzyństwa to taki szczególny czas! jak coś pójdzie wtedy nie tak to jest szczególnie ciężko. przytulam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s