granice medycyny

oglądałam na tvn style taki program, w którym kobieta strasznie płakała na wizji, że ma coś nie tak z wyglądem swoich narządów płciowych, lekarz ją przytulał, dziecko trzymało za rękę, miła pani ginekolog zrobiła zabieg i potem ta pani płakała ze szczęścia. 

inna kobieta była załamana faktem, że ma asymetryczny biust, też jej to naprawili, też były łzy z rozpaczy i ze szczęścia, i pani powiedziała, że teraz będzie mogła zacząć normalnie żyć.

z kolei na innym programie (ach, ten urlop macierzyński!) jednej pani wwiercili śrubki w głowę i na tych śrubkach zamocowali opadającą skórę z okolic oczu, żeby ładniej wyglądała. o ile warg sromowych pani nr 1 i biustu pani nr 2 nie pokazano, tutaj rzeczywiście mogłam ocenić, że pani nr 3 wyglądała dużo lepiej po zabiegu, choć było to dla mnie trochę przerażające, jak odsłoniła włosy, a tam śrubki i zszywki.

oglądałam te programy jedząc kolację przed telewizorem i myślałam sobie mniej więcej coś w stylu: ale dziwne, czy to prawdziwy lekarz, no bez przesady, pęd do idealnego wizerunku, komu to potrzebne, gdzie zgoda na starzenie, gdzie zgoda na brzydotę.

potem myślałam jeszcze o tym nosząc dziecko, bo zupełnie sypnął nam się plan dnia i zajmuję się ostatnio noszeniem dziecka w nosidle do późnych godzin nocnych, co mi daje okazję do różnych przemyśleń.

pomyślałam sobie, że o mojej działce – psychiatrii – też dużo osób tak myśli. że co to za lekarz, że nieprawdziwe choroby, że wystarczy pójść do lasu, a nie wcinać antydepresanty, że ludzie chcą być non stop szczęśliwi, że nie ma w naszym społeczeństwie zgody na inność.

albo o leczeniu niepłodności – co to za wymyślanie, jakieś dziecko w probówce robić, jak w sypialni nie wychodzi to trzeba adoptować albo z kim innym spróbować.

tymczasem jak przychodzi pacjent na izbę przyjęć, który nie funkcjonuje, nie ma siły ze mną gadać, a rodzina odchodzi od zmysłów, tak bardzo się cieszę, że ktoś kiedyś zrozumiał, że depresja to prawdziwa choroba i dzięki temu mam co podać tej osobie i bardziej lub mniej dosłownie – uratować jej życie.

tymczasem jedna moja koleżanka skorzystała z metod wspomaganego rozrodu i maszeruje ze ślicznym, utuczonym na maminym mleku bobaskiem po osiedlu, a urodziła go bez żadnych wspomagaczy, bo tak chciała.

medycyna to już dawno nie tylko ratowanie ludzkiego życia, ale też poprawianie komfortu – nawet jeśli dyskomfort bywa nieduży, dla niektórych zupełnie do zniesienia. jak mój tata był w szpitalu to pielęgniarki mówiły „proszę nie cierpieć!”, jak ja rodziłam dziecko to dałam sobie zaaplikować znieczulenie, mimo że niektórzy uważają, że taki ból można wytrzymać.

patrząc szerzej – gdy ktoś ma jakiś kłopot, to najlepiej jakby szukał rozwiązań, a nie siedział i biadolił albo dany problem ignorował . gdy ktoś ma jakiś kłopot i zwraca się po pomoc to najlepiej, jakby mu ktoś pomagał te rozwiązania odkrywać. ale żeby to robić, trzeba najpierw uznać, że problem to problem. musi syty głodnego zrozumieć.

mamy więc tę medycynę estetyczną, operacje zmniejszenia żołądka, zabiegi laserowej korekcji wzroku i tym podobne. czy to jeszcze prawdziwa medycyna? wydaje mi się, że jeśli po wszystkim pacjent płacze z wdzięczności, to wszystko jest na swoim miejscu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s