„jak pokochać centra handlowe” – recenzjopodobne refleksje po przeczytaniu

nie wiem dlaczego, w ogóle nie mam do siebie zaufania w kwestii książek. zwłaszcza książek, które mi się podobały. dużo łatwiej jest mi skrytykować jakąś pozycję (odczuwam nawet pewną ulgę, gdy książka mi się nie podoba), niż zachwycać się i polecać. no bo co, jeśli książka mi się podobała, a jest słaba? wyjdzie na to, że ja jestem słaba? trudno mi recenzować, chociaż przez to całe zwolnienie i macierzyński trochę się rozkręciłam z czytaniem i słuchaniem i mogłabym dodać trochę kultury do bloga. ale nie wiem, bo nie jestem pewna. brak mi jakiejś cechy, pewności, którą mają recenzenci. 

w każdym razie, mój mąż marek kupił mi na urodziny książkę natalii fiedorczuk pt. „jak pokochać centra handlowe”, bo słyszał z nią wywiad w radiu tok fm, gdy wracał z pracy. podobno natalia fiedorczuk mówiła tam, że zawsze lubiła pisać, ale dopiero posiadanie dzieci zmobilizowało ją do napisania książki  – marek uważa, że to podobnie jak u mnie (chociaż ja nie piszę książki, ale może powinnam). czytałam z autorką też bardzo ciekawy wywiad o depresji poporodowej w wysokich obcasach, który udostępniłam na facebooku z zaznaczeniem, że jestem chętna wesprzeć każdą kobietę zmagającą się z trudnymi emocjami po porodzie. ku mojej radości – ktoś zdecydował się nawet z tej pomocy skorzystać, co samo w sobie świadczy o tym, że mówienie o tym schorzeniu (jak i o innych problemach psychicznych) ma głęboki sens i wartość.

książka natalii fiedorczuk jest mniej więcej w tym samym stylu, co „najgorszy człowiek na świecie” m. halber albo „świadek” roberta rienta. ta kategoria w mojej głowie nazywa się „też mogłabym napisać taką książkę” czyli nie ma tu skomplikowanej fabuły i zaskakujących zwrotów akcji albo głębokiej metafory sensu życia (nie wiem, szczerze mówiąc, jak ludzie się zabierają do pisania takich książek) tylko sprawnie opisane różne sytuacje i refleksje, oparte bardzo mocno na osobistych przeżyciach. moja dobra koleżanka uważa, że to nie są prawdziwe książki. ja nie wiem, ale czytanie tego typu literatury sprawia mi przyjemność, bo pozwala dosyć dokładnie poznać emocje osoby uwikłanej w jakiś problem. tu problem bardzo mi bliski: macierzyństwo.

książkę czytało mi się łatwo, przeczytałam ją w jeden dzień, spoglądając sponad jej stron co chwila na brykające dziecko. spostrzeżenia autorki są trafne, zresztą czytałam wcześniej fragmenty i bardzo mi się podobały. kiwałam głową, bo rzeczywiście jest tak: park się szybko nudzi, człowiek jest zamknięty w domu, baby na forum matek wredne, społeczeństwo chętne do krytyki. fizyczne zmęczenie, płaczące dziecko, kłótnie małżeńskie. spacery do centrów handlowych, sklepów, stacji benzynowych. been there, done that.

ale po przeczytaniu poczułam się rozczarowana. żadnej przeciwwagi, żadnego balansu. macierzyństwo w naszych czasach jest nie do zniesienia i to jest prawda uniwersalna – zdaje się mówić ta książka. i czemu się o tym nie mówi, że będzie ciężko.

po pierwsze: moim zdaniem się mówi całkiem dużo. mój mąż marek po urodzeniu naszej córki był zdegustowany, czemu nikt mu wcześniej nie powiedział, że posiadanie dziecka jest takie miłe. chodziłem, pytałem – mówi – a wszyscy tylko, że ciężko, a potem jeszcze gorzej. mój mąż zresztą obecnie jest entuzjastą posiadania dzieci i wszem i wobec zachwala ojcostwo, jako przeciwwagę do powszechnego narzekania i straszenia. wśród jego złotych myśli w tym temacie pojawiają się takie perełki jak posiadanie dziecka to jak poznanie niespodziewanie kogoś takiego bardzo bardzo fajnego i tym podobne, które kiedyś przytoczę w osobnym wpisie.

po drugie – macierzyństwo przedstawione w książce to jednak jego depresyjne, wykrzywione oblicze. tylko czarna strona, nic więcej. wszystkie zwyczajne sytuacje podniesione do rangi dramatu. podejrzewam, że na tym właśnie polega depresja poporodowa, tak właśnie się wtedy widzi świat. ale to po prostu nie jest prawda. tak naprawdę spacerowanie po centrum handlowym to nic takiego, starsze panie zwracające uwagę na spacerze też, w normalnym stanie psychicznym to nie jest coś, co spędza człowiekowi sen z powiek.

myślałam sobie po przeczytaniu, że można by tak jednostronnie opisać też różne inne doświadczenia, np. małżeństwo (chłop zajmuje połowę łóżka, jedzenie wyjada, pranie trzeba częściej robić, co oglądamy dziś trzeba ustalać), posiadanie psa (wyprowadzać trzeba, karmę drogą kupować, buty pogryzł), chodzenie do pracy (wstawać rano trzeba, szef wymaga, nie ma się wolnego na zawołanie). a jednak decydujemy się na takie, a nie inne życie z jakiegoś powodu: nie jest dobrze człowiekowi, kiedy jest sam.

po przeczytaniu książki miałam lekki zjazd związany z byciem mamą i ogólną oceną tych ostatnich miesięcy. szczególnie uderzyło mnie zdanie o tym, że kobiety spełnione w macierzyństwie to te, które godzą się na więcej obowiązków, na nierówny podział. myślę sobie o nim często i jak wymyślę, jak to jest z tym podziałem obowiązków między płciami, to pewnie się podzielę. myślę, że ta książka uświadomiła mi, że jednak bywało bardzo ciężko, a ja nie jestem dobra w proszeniu o pomoc czy po prostu – wymaganiu jej.

ale nie napisałabym czegoś podobnego o moim macierzyństwie. między stronami o kłótniach małżeńskich i oceniających przechodniach byłyby sceny w stylu: dziecko płacze mi w chuście na spacerze, a ja podskakuję i śpiewam jakąś wymyśloną piosenkę, której tekst składa się głównie z poprzekręcanego na różne sposoby imienia mojej córki, zabawne anegdoty o tym, jak ciętą ripostą znokautowałam upierdliwą starszą panią czy wredną babę na forum, sceny jak moje dziecko zaśmiewa się do posikania, bo tańczymy w trójkę i ona też próbuje machać rączkami do rytmu, dni, kiedy zasypia o 21 bez problemu, takie, gdy o pierwszej w nocy skacze mi po brzuchu z niewinną miną, całe dnie przytulania i jedzenia mrożonej pizzy, bo nie chciało się mi wychodzić z domu, a jej jest wszystko jedno… wiecie, szczęście.

nie wiem, czy jakby ona się nie przydarzyła spędziłabym ten czas jakoś lepiej.

Reklamy

Autor: basia

lekarka po macierzyńskim

7 thoughts on “„jak pokochać centra handlowe” – recenzjopodobne refleksje po przeczytaniu”

  1. cześć Basia! właśnie dostałam tę książkę, czytam ją sobie, no i jednak nie do końca jest to kategoria „to nie jest prawdziwa książka” 😉 uważam, że naprawdę jest to całkiem dobrze napisane, i językowo, i kompozycyjnie. na razie jestem na 90. stronie, jak skończę całość, to jeszcze dam znać.

  2. „Najgorszy człowiek na świecie” podobał mi się, za to „Jak pokochać centra handlowe” zawiodły mnie mocno. Recenzja już napisana, czeka na opublikowanie. Och, gdyby macierzyństwo wyglądało tak strasznie, to wszyscy bylibyśmy jedynakami. Nie lubię idealizowania macierzyństwa, ale takie usilne demonizowanie też do mnie nie przemawia. Za dużo w tej książce chaosu i niedopracowanych treści. A szkoda, bo zapowiadało się dużo lepiej.

    1. o, widać że dużo osób ma podobne odczucia. ta książka mnie też przestrzega przed publikowaniem niedopracowanych treści, bo pozostaje niesmak i poczucie zmarnowanego czasu po przeczytaniu takiej książki. do twojej recenzji zaraz zajrzę 🙂

  3. Czytając „Macierzyństwo non-fiction” miałam podobne przemyślenia. Brakuje mi trochę PRAWDY na temat macierzyństwa, bo mam wrażenie, że w sieci opisuje się tylko skrajności: albo skrajnie ciężko i nie do zniesienia, pogryzione brodawki, wyjący niemowlak i wredni przechodnie, albo skrajnie słodko, karmienie takie wspaniałe, dziecko takie szczęśliwe i łagodnie uśmiechnięte jak laleczka, a sąsiadka przynosi ciasto w prezencie. Staram się na moim blogu pokazywać tę realną stronę, bo jestem zdania, że macierzyństwo nie odbiega od innych aspektów życia. Wszystko ma swoje wady i zalety, wszystko.

    1. mój kolega z pracy powiedział, że posiadanie dziecka jest jak syndrom sztokholmski, czasem jesteś tak zmęczony i przytłoczony, że oddałbyś to dziecko komuś na godzinę czy dwie, a jak już do tego dojdzie albo zaśnie, albo siedzisz w pracy – to tęsknisz jak nie wiem co i przeglądasz zdjęcia 😉 coś w tym jest. jestem 100% za pokazywaniem prawdziwego macierzyństwa!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s