powrót do pracy czyli feministyczne olśnienie

jeśli miałabym mówić o jakichś odkryciach roku 2016 to na pierwszym miejscu umieściłabym zdumiewający fakt, że tak fatalnie czuję się w tradycyjnej roli kobiety.

nie jestem człowiekiem, który szczególnie walczy z panującym porządkiem rzeczy, raczej akceptuję przyjęte role i normy społeczne, nie przychodzi mi do głowy ich podważanie, robienie jakoś szczególnie na przekór. skończyłam szkołę, zdałam maturę, poszłam na studia, wzięłam ślub, urodziłam dziecko – ludzie tak robią, ja tak zrobiłam. wydawało mi się, że jakbym żyła w innych czasach to pewnie poddałabym się bez oporów czy jakichś szczególnych traum panującym normom – czyli na przykład z mojego życiorysu zniknęłyby studia, a pojawiła się znacznie większa ilość ciąż i porodów.

podałam taki przykład starych czasów, kiedy kobiety nie mogły głosować czy odbierać takiego samego wykształcenia jak mężczyźni, ale ten tekst ma być o tym, co jest teraz – w roku 2016, który rozpoczęłam z miesięcznym niemowlakiem  przy piersi, a skończyłam w przeddzień powrotu do pracy. na początku tego roku, jak i podczas wszystkich lat poprzedzających patrzyłam z mieszanką zazdrości i podziwu na kobiety, które tradycyjną rolę przyjęły – czyli zajmują się dziećmi, których jest z reguły więcej niż dwoje, przygotowują posiłki, ogarniają dom. duża rodzina była zawsze moim marzeniem. zrezygnowanie z pracy zawodowej na rzecz zajmowania się ludźmi, których kocham i którzy mnie kochają jawiło mi się jako dobry pomysł na życie. nie mówię, że był to kiedykolwiek mój cel – bo nie był, ale przynajmniej na nadchodzące urlopy macierzyńskie patrzyłam z wyczekiwaniem i radością.

tymczasem okazało się, że nie wiedziałam, o czym marzę. to znaczy sytuacja okazała się nawet podobna, do tego, co miałam w głowie, a może nawet trochę lepsza – moja córka jest naprawdę bardzo spokojna i bezproblemowa, wyobrażałam sobie jednak te hardkorowe noszenie płaczącego niemowlaka nocami, a w sumie ani jedna taka noc mi się nie zdarzyła. natomiast emocje z tym związane zupełnie mnie zaskoczyły. nudziło mi się w domu. nie chciało mi się wykonywać tych wszystkich obowiązków, nie chciało mi się sprzątać, szybko traciłam zapał do organizacji domu, do przemeblowywania, kupowania zasłon i narzutek. spotkania z innymi mamami były dla mnie nużące, sprawy okołodzieciowe interesowały mnie trochę, ale nie na tyle, żeby siedzieć godzinami na forach dla mam, na których końcem świata jest zastosowanie czegoś z innego modelu rodzicielstwa. dodatkowo cały czas chodziłam bez makijażu, z włosami związanymi w kulkę, w legginsach, ani razu nie doszłam na manicure i byłam niezadowolona z wizyt u fryzjera. czyli – mówiąc krócej – okazało się, że nużące są dla mnie wszystkie typowo kobiece rzeczy. nie dość, że nie umiem zajmować się domem (bałagan, niedobre obiady, dzieciak chodzący spać o pierwszej w nocy), to jeszcze praca nad tymi sprawami jest dla mnie drogą przez mękę.

naprawdę bałam się wrócić do pracy, bo musiałam moje nieodklejone ode mnie wykochane czternastomiesięczne dzieciątko zostawić obcej osobie i myślałam, że serce mi pęknie. może byłoby mi łatwiej, gdyby niektóre kobiety nie patrzyły na mnie jakbym oddawała dziecko do sierocińca, a co drugi człowiek nie pytał, czy zamontowałam już kamerę, bo „ludzie są różni”. był to zdecydowanie najtrudniejszy moment od początku macierzyństwa, bardzo się bałam i naprawdę poważnie rozważałam wzięcie urlopu wychowawczego. w głębi serca wiedziałam jednak, że moja córka nie potrzebuje mnie już non stop, 24 godziny na dobę, a ja sama nie jestem w stanie zaspokoić wszystkich jej potrzeb.

wróciłam do pracy i od razu poczułam wiatr we włosach, taki, jak gdy się jedzie na rowerze po łące. wiatr we włosach, bo robię coś ważnego i ciekawego. bo mam realny wpływ na czyjeś życie, bo mogę komuś w namacalny sposób pomóc, mogę się rozwijać i uczyć. bo mam jasno wyznaczone zadania, które mnie nie przerastają i jakąś za nie gratyfikację. no i oprócz tego, takie normalne rzeczy – mogę ubrana w jakieś ładne ubrania i z nałożonym makijażem wypić kawę rano w towarzystwie innych dorosłych i to jest po prostu, po ludzku – miłe.

no, ale najważniejszy z tego jest chyba ten rozwój. że codziennie czuję się trochę beznadziejnie, że nie umiem czegoś zrobić, że muszę się zbierać w sobie i prosić o pomoc, odważać się, przełamywać własne ograniczenia, że potem jest mi łatwiej, że czuję jakąś satysfakcję pod koniec dnia. tego wszystkiego tak mi strasznie w domu brakowało.

to wszystko jest może banalne i oczywiste, ale dla mnie takie nie było. szczerze mówiąc, chodziłam do tej pracy i myślałam tylko: kiedy pójdę na ten macierzyński, kiedy będę miała dziecko, skręcało mnie z zazdrości, jak ktoś znajomy przeżywał swoją ciążę, poród, zachwycał się rodzicielstwem. i myślę, że osobie, która by też takie emocje przeżywała i pytała mnie o radę, powiedziałabym, żeby to dziecko po prostu miała, a jeśli warunki na to nie pozwalają, to niech zmieni warunki i to dziecko spróbuje urodzić, bo są to potrzeby, których się nie da chyba w inny sposób zaspokoić. mój hulający instynkt macierzyński w końcu dostał, co chciał i w tym temacie jestem spokojna, ale to nie zmienia faktu, że nie chcę być tylko mamą na pełny etat.

i tak właśnie odkryłam feminizm, z jego wszystkimi postulatami i zdobyczami. przyznaję, że wcześniej nie wiedziałam o co chodzi, nie doceniałam, nie widziałam, a cała świadomość o tradycyjnych rolach i wzorcach kulturowych spoczywała zamglona gdzieś w mrokach mojego umysłu. przeżyłam coś w rodzaju oświecenia – zaczęły przypominać mi się różne rzeczy, które mówiły mi dziewczyny, ci wszyscy faceci siedzący przed kompem, kobiety zmywające naczynia, noszące dzieci, naczynia zostawiane na stole, niepochlebna ocena matek niezależnie od ich sytuacji materialnej i statusu społecznego.

i to jest chyba rzeczywiście jakaś prawda o świecie, która była do odkrycia – że kobiety, zwłaszcza w kontekście posiadania dzieci mają gorzej, trudniej niż mężczyźni i nie wynika to z samej biologii, tylko też z przekonań społecznych i przyzwyczajeń. ale teraz już to wiem i widzę i muszę się zastanowić, co z tą wiedzą zrobić.

Reklamy

Autor: basia

lekarka po macierzyńskim

4 thoughts on “powrót do pracy czyli feministyczne olśnienie”

  1. Do pewnego momentu czułam, jakbym czytała swoją historię 🙂 Bo miałam dokładnie tak samo. Zazdrościłam wszystkim kobietom w ciąży, chciałam być w domu z dzieckiem – jak najdłużej, być super mamą. W końcu zaszłam w ciążę, urodziłam Gryzaka i pierwsze 8-9 miesięcy to był świetny czas. Potem jednak zaczęło mi czegoś brakować, a końcówka urlopu macierzyńskiego, to już były stany depresyjne. Brakowało mi czasu na własny rozwój, dorosłego świata, nic mi się nie chciało, w domu był bałagan. Fora dla mam? Co najwyżej w poszukiwaniu chwilowej rozrywki, żeby się pośmiać 😉 Kobiece sprawy? Nieee… Wróciłam do pracy i faktycznie odżyłam. Ale na krótko, bo u mnie niestety nie było już rozwoju, a wręcz uwstecznienie 😦 Potem jeszcze zrezygnowała niania, a ja bez żalu wróciłam na urlop wychowawczy. I znowu jestem w domu 🙂 Jednak teraz jest inaczej. Pracuję – zdalnie, ale jednak, bardziej pomaga mi moja mama, pilnuję żeby dużo wychodzić do ludzi i mam nadzieję, że uda mi się jakoś zaczarować ten czas, żeby połączyć radość z bycia mama z radością z bycia dorosłym, pracującym człowiekiem 🙂

    A co do feminizmu – wyznaję całą sobą 😀 Z tym, że ja rozumiem równość płci, jako wolność wyboru, bo to, że ktoś zostaje w domu z dziećmi (mężczyzna lub kobieta) i poświęca się rodzinie, powinno właśnie z takiego świadomego wyboru wynikać 🙂

    1. nie wiem jak to się stało, że nie odpowiedziałam na ten komentarz. dziękuję ci za niego! cieszę się, że mimo podobnych początków odnalazłaś radość z siedzenia w domu. mam nadzieję że u mnie przy drugim dziecku też tak będzie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s