widmo drugiego dziecka

drugie dziecko pojawi się w naszym życiu prawdopodobnie niedługo. to znaczy nie jest jeszcze zaczęte, jeszcze nie istnieje, funkcjonuje w mojej głowie jako krążące nade mną widmo. jego obecność – poświata sprawia, że wszystko jest tymczasowe. chwilowo wstaję o siódmej, chwilowo współpracuję akurat z tym zespołem, chwilowo płacę niani połowę pensji, mam jakiś ograniczony czas. 

prawdopodobnie tego czasu jest mało, dlatego trzeba go jak najlepiej wykorzystać. jak najwięcej się nauczyć w pracy, żeby z drugiego macierzyńskiego wrócić z lepszym startem. jak najwięcej posiedzieć z bogusią na placu zabaw, póki jest moim jedynym dzieckiem. korzystać z każdego promyka słońca, każdego cieplejszego podmuchu wiatru, póki nie ma smogu, zimy, burzy, uporczywego upału czy innych niesprzyjających warunków. schudnąć, zanim nie jestem w kolejnej ciąży, pocieszyć się trochę nieograniczonymi możliwościami uprawiania sportów i nieobecnością ograniczeń żywieniowych wynikających ze stanu błogosławionego.

to wszystko sprawia, że przeżywam moje obecne życie jak jakieś wakacje albo staż w interesującym miejscu, angażuję się w pracę na sto procent, mało, ale mocno śpię, robię dużo rzeczy w biegu. trochę w nadziei, że się zmęczę i powiem: ok, już się nachapałam, nasyciłam.

drugie dziecko pojawi się prawdopodobnie niedługo, bo jakoś nie można tego odkładać na później. świat pełen jest ekspertów od najlepszej różnicy wieku między dziećmi i zazwyczaj jest to ta różnica, na którą sami się zdecydowali. ale nie chodzi o to, co ludzie mówią – choć biorę to pod uwagę, bo zazwyczaj sama ich nagabuje o wrażenia z początkowego okresu rodzicielstwa. chodzi o to, że część mnie bardzo chce mieć więcej niż jedno dziecko, część mnie podgląda na instagramie matki rodzin wielodzietnych i ta część im bardzo zazdrości. druga część jest zła, że to kobiety a nie mężczyźni chodzą w ciąży i to kobiety wypadają z obiegu na kilkanaście miesięcy, druga część najchętniej nie przerywałaby pracy, zaczęła dyżurować, zapisała się na sztuki walki.

marek mówi, że moja opinia na temat posiadania kolejnego dziecka zmienia się jak za dotknięciem różdżki i że to jest rollercoaster. ja mniej więcej cały czas czuje się tak samo, tylko wskazówka przechyla się trochę bardziej na jedną albo drugą stronę.

wnioski mam takie:

to jest takie dziwne, że tak naprawdę w tej chwili nie wiadomo ile, jakiej płci i w jakich odstępach dzieci będę miała. nie ma ich. nie istnieją. nikt tego nie wie.

kiedy to się nie stanie, i tak będzie mi strasznie trudno odejść z pracy i zostać w domu na tak długo.

wokół tego tematu jest tak bardzo dużo niepewności i obaw. są kobiety, które boją się ciąży, są takie, które boją się, że nie zajdą w ciążę i jestem ja, bojąca się jednocześnie jednego i drugiego.

planowanie rodziny to jakiś koszmar. czasem nie dziwię się parom, które mają w tym temacie zupełnie zewnętrzne poczucie kontroli („niech się dzieje, co chce”), bo ciężar podejmowania decyzji w tym temacie czasem wydaje mi się przytłaczający.

a jednocześnie myśl o tym, że moja córka mogłaby mieć rodzeństwo jest w pewien sposób słodka.

przed takimi właśnie dylematami staję w okolicach trzydziestego roku życia.

Reklamy

11 uwag do wpisu “widmo drugiego dziecka

  1. Chciałabym mieć już drugie dziecko a z drugiej strony boję się że nie będę miała do czego wracać (praca). Ciężko jest podjąć decyzję o drugim dziecku jeśli ma się tyle kredytów na głowie… 😦

    1. Czasem istnienie jakiejś przeszkody, która uniemożliwia decyzje jest łatwiejsze niż – jak u mnie – cały szereg sprzyjających okoliczności. Tylko mocy brak!

      1. Powtarzam zawsze niedzieciatym wahającym się: jeśli chcesz, to żadne „ale” nie sprawi, że przestaniesz chcieć, ale jeśli nie chcesz, to nikt i nic Cię nie przekona. Ja zawsze wiedziałam, że chcę. I nadal chcę, tylko sporo ale nie sprzyja.

  2. Mam takie same odczucia! Tylko w moim przypadku pojawia się strach przed powtórka problemowej ciąży i porodem (cc niestety). Mimo tego strachu podświadomie niewyobrażam sobie aby mój syn był jedynakiem. Dlatego dałam sobie czas do końca roku na przemyślenia, wróciłam do pracy i zobaczymy.

  3. Siedem lat temu rodził się mój syn, trzecie dziecko, brat dwóch starszych sióstr. I widzę, jak go to otoczenie ukształtowało. Że jego wrażliwość to nie tylko relacja ze mną i moją żoną, ale może przede wszystkim z siostrami. A one nauczyły się chłopaka. W naszym domu jest głośno, jest nieustanny bałagan, wiele kłótni, płaczu, targów, ale i nieustające poczucie, że rodzina ma sens 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s