to, co niewidzialne

psychiatria wyróżnia się z innych działek medycyny tym, że zajmuje się sprawami niewidzialnymi. schizofrenia, depresja czy choroba dwubiegunowa to nie pęknięta kość, którą zobaczę na prześwietleniu, nie ropiejąca rana, nie powiększona wątroba czy wysypka na skórze, ale – przy dobrym sprzęcie – jakoś można by je na upartego zobaczyć. zazwyczaj się jednak tego nie robi i staramy się rozpoznać chorobę psychiczną tylko po jej przejawach – czyli tym, co robi z chorym, jak on się pod jej wpływem zachowuje.

wbrew pozorom nie jest to prosta sprawa. czasem diagnoza jest trudna i wtedy szkoda, że nie można zrobić badania laboratoryjnego lub obrazowego i dostać za kilka dni wyniku z potwierdzeniem. jeśli chodzi o dostępne narzędzia diagnostyczne mamy głównie siebie – nie tylko uszy i oczy, które słuchają i obserwują chorego – ale też swoje uczucia i reakcje, jakie ta osoba w nas budzi. możemy jeszcze porozmawiać z rodziną pacjenta czy zapytać innych członków personelu, jak oni czują się z tą osobą, jak oni ją widzą. w większości przypadków to wystarczy.

depresję, schizofrenię, chorobę dwubiegunową, uzależnienie może dałoby się zobaczyć na jakimś szczegółowym badaniu obrazowym, ale to, czym zajmuje się psychoterapia to już sfera abstrakcji. poruszamy w się w obrębie pojęć takich jak niewidzialny mur, niewidzialna skorupa, kokon, niewidzialne drzwi uniemożliwiające wyprowadzkę z domu, niewidzialna złość ulokowana gdzieś między klatką piersiową a brzuchem. ich w ogóle nie da się zobaczyć, ale w jakiś abstrakcyjny sposób są, istnieją i  utrudniają ludziom życie, skuteczniej niż nadciśnienie czy choroba skóry, będące niewątpliwie dużo bardziej namacalne.

przez to, że to wszystko jest takie trochę abstrakcyjne, niewidoczne, obserwujemy tylko tego przejawy, niektórzy ludzie sądzą, że tego nie ma – albo że osoba, której to dotyka ma nad tym pełną władzę. nie jest, rzecz jasna, tak. wydaje mi się, że problemy psychiczne właśnie przez swoją nienamacalność są trudne do zrozumienia, nazwania i pokonania. na zawsze zostanie mi pod powiekami obraz internistki, która krzyczała na leżącą na łóżku depresyjną pacjentkę: „niech pani wstanie, zacznie żyć! problem jest w pani głowie!”. nie był to niestety jedyny lekarz, którego spotkałam na swojej drodze, który nie ogarniał podstawowej wiedzy o ludzkiej psychice i w zasadzie negował jej istnienie.

na ostatnim spotkaniu mojej klasy z liceum (10 lat po maturze!) kolega powiedział, że zdziwił go wybór mojej ścieżki zawodowej. „psychiatria jest taka mało związana z medycyną”, mówił, „a tobie chyba dobrze szło na tych studiach”. w rzeczywistości fatalnie mi szło na tych studiach. skończyłam je w najszybszym możliwym terminie i starałam się zaliczać sesje o czasie, żeby jak najbardziej skrócić tę męczarnię. prawdą jest też to, że obecnie w pracy zdarza mi się robić rzeczy średnio związane z medycyną. czasem idę z pacjentami na spacer albo maluję z nimi na dużych kartkach papieru.

na tym samym spotkaniu koleżanka z dawnej klasy powiedziała, że pamięta z mojej licealnej kariery głównie to, że tak dobrze rozumiałam wiersze. „to było przyjemnością” mówiła, „słuchać jak rozmawiasz z panią z polskiego”. heh, wiersze! no jasne!

pomogło mi to zrozumieć częściowo kim jestem. otóż jestem humanistką, która skończyła medycynę. rozumiem to, co niewidzialne.

Advertisements

Autor: basia

lekarka po macierzyńskim

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s