dzikie dziecko czyli moja filozofia macierzyństwa 2

jakiś czas temu koleżanka widząc moje biegające boso, umorusane dziecko, ufne, odważne, stające na palcach aby sięgnąć po banana, po czym wydłubujące palcem miąższ ze skórki, powiedziała: łał, ona to jest takie dzikie dziecko. mówię to jako komplement.

inne cytaty, które przychodzą mi do głowy, gdy myślę o moich wyborach w procesie wychowania to m.in. ten z filmu ‚okja’, gdy pytają się prostego człowieka, jak udało mu się wyhodować tak wspaniałe zwierzę, o najlepszych parametrach. odpowiada: po prostu pozwalamy jej biegać wolno.

i jeszcze – ostatnio w książce o psychoterapii przeczytałam, że człowiek nie jest w stanie nic zrobić, żeby drugi człowiek się rozwinął. może mu najwyżej ten rozwój umożliwić, może najwyżej tego rozwoju nie tłumić.

i to tyle jeśli chodzi o inspiracje.

Czytaj dalej „dzikie dziecko czyli moja filozofia macierzyństwa 2”

widmo drugiego dziecka

drugie dziecko pojawi się w naszym życiu prawdopodobnie niedługo. to znaczy nie jest jeszcze zaczęte, jeszcze nie istnieje, funkcjonuje w mojej głowie jako krążące nade mną widmo. jego obecność – poświata sprawia, że wszystko jest tymczasowe. chwilowo wstaję o siódmej, chwilowo współpracuję akurat z tym zespołem, chwilowo płacę niani połowę pensji, mam jakiś ograniczony czas.  Czytaj dalej „widmo drugiego dziecka”

„jak pokochać centra handlowe” – recenzjopodobne refleksje po przeczytaniu

nie wiem dlaczego, w ogóle nie mam do siebie zaufania w kwestii książek. zwłaszcza książek, które mi się podobały. dużo łatwiej jest mi skrytykować jakąś pozycję (odczuwam nawet pewną ulgę, gdy książka mi się nie podoba), niż zachwycać się i polecać. no bo co, jeśli książka mi się podobała, a jest słaba? wyjdzie na to, że ja jestem słaba? trudno mi recenzować, chociaż przez to całe zwolnienie i macierzyński trochę się rozkręciłam z czytaniem i słuchaniem i mogłabym dodać trochę kultury do bloga. ale nie wiem, bo nie jestem pewna. brak mi jakiejś cechy, pewności, którą mają recenzenci.  Czytaj dalej „„jak pokochać centra handlowe” – recenzjopodobne refleksje po przeczytaniu”

urlop macierzyński – blaski i cienie

za oknem leży gruba wartstwa pierwszego śniegu, a ja się coraz bardziej cieszę na powrót do pracy. kupuję sobie nowe ciuchy, które nie są legginsami, zastanawiam się, czy nie zrobić sobie paznokci i rozważam odstawienie dziecka od piersi. dociera do mnie, że cały urok urlopu macierzyńskiego polega na tym, że kiedyś się on kończy. Czytaj dalej „urlop macierzyński – blaski i cienie”

#czarnyprotest – pytania, wątpliwości, refleksje

abircjaw ostatnich dniach przeczytałam bardzo dużo na temat aborcji, od radykalnych pro-choice’owców (klik, a nawet bardziej tutaj – klik) po posty tomasza terlikowskiego na facebooku. sprzeciwiam się stanowczo każdemu, kto twierdzi, że jest to temat prosty, że wystarczy napisać „moja macica, moja sprawa” albo „chrońmy każde życie” i wydaje mu się, że to zamyka dyskusję. sprawa ta porusza mnie bardzo, jak zresztą inne dylematy bioetyczne jest trudna i bardzo skomplikowana. Czytaj dalej „#czarnyprotest – pytania, wątpliwości, refleksje”

moja filozofia macierzyństwa

przynosząc noworodka do domu spodziewałam się słaniania się na nogach ze zmęczenia, noszenia nocami dziecka po mieszkaniu, ciągłego płaczu i takich tam. tymczasem jestem zaskakująco wyspana, nic mnie nie boli, a wszyscy mówią, że moja córka mało płacze i dużo się śmieje. szczerze mówiąc nie jestem pewna, gdzie się mój dzieć plasuje na skali dziecięcego wymagania od rodzica bliskości, chyba nie jest ani przesadnie wymagająca ani turboodkładalna, ale faktem jest, że się dogadujemy.

macierzynstwo Czytaj dalej „moja filozofia macierzyństwa”

posiedzę sobie w strefie komfortu

wydaje mi się, że całe życie nic nie robię innego, tylko wychodzę ze swojej strefy komfortu.

tak mi się wydawało zawsze, że skoro jest miło i wygodnie i robi się coś niesprawiającego trudności, a sprawiającego przyjemność, to jest źle i trzeba to zmienić.komfort

kiedyś dużo sama wyjeżdżałam, bo tak uważałam, że podróże są bardzo fajne i kształcą – teraz mam co do tego pewne wątpliwości. mój kolega, który zaczął w pewnym momencie jeść zupki chińskie i całą kasę przeznaczał na ekstremalne podróże autostopem po świecie, powiedział mi, że jak jechał z obcymi ludźmi w aucie gdzieś tam, chyba w indiach – to czuł, że odkrywa siebie patrząc na drogę przed sobą i jakieś świetne widoki ileśtam metrów nad poziomem morza. Czytaj dalej „posiedzę sobie w strefie komfortu”

czasem sobie myślę, że macierzyństwo jest grą

GRAjak mi jest już na serio ciężko poradzić sobie z rzeczywistością, to wyobrażam sobie, że macierzyństwo jest grą. na razie ustaliłam sobie, że ta gra kończy się wraz z końcem urlopu macierzyńskiego, czyli wtedy, kiedy całkiem na poważnie zaczyna się dzielić opiekę nad maluchem z kim innym (żłobek, niania). ale może być też tak, że to nie koniec tylko jakiś wyższy level – o tym pomyślę kiedy indziej. Czytaj dalej „czasem sobie myślę, że macierzyństwo jest grą”